🌖 Jacek Podsiadło Don T Leave Me

(Da-da-da-da) I can be so mean when I wanna be I am capable of really anything I can cut you into pieces When my heart is broken (Da-da-da-da-da) [Chorus] Please (Da-da-da-da, da-da-da-da), don't Provided to YouTube by Kakao EntertainmentDon't Leave (Don't Leave) · HighlightDAYDREAM℗ 2022 Around US,under license to Kakao EntertainmentReleased on: 2022 Jacek Podsiadło (Q6110628) From Wikidata. Jump to navigation Jump to search. Polish writer. edit. Language Label Description Also known as; English: Jacek Podsiadło. John Sykes & Phil Lynott perform one of John's songs, "Please don't leave me". Recorded in May of 1983 in Dublin, Ireland Hal Straus is a professional health and medical writer who has penned five books, including the bestselling I Hate You—Don’t Leave Me (with Jerold J. Kreisman, MD), and has contributed numerous articles to Ladies’ Home Journal, Men’s Health, and Redbook. 14th Single「Don't Leave Me」1994.2.9 Release★B'z 25th AnniversaryALL SINGLES BEST ALBUM2013.6.12 Release「B'z The Best XXV 1988-1998」「B'z The Best XXV 1999-201 Poetyki pamięci : współczesna poezja wobec tradycji i pamięci by Justyna Tabaszewska ( Book ); Wiek męski : epopeja rozkładu : motywy senilne w poezji polskiej po 1989 roku (Marcin Świetlicki, Jacek Podsiadło i inni poeci) by Grzegorz Olszański ( Book ) Purchased this (gas) dryer to replace our old 10 year model that was on its way out. It runs quiet and is easy to use. Feature packed. Filter easy to clean too. Only negative comment is it took a month to get in due to it being a gas dryer. But still happy with the purchase. I would recommend this to a friend. Music video by The Communards performing Don't Leave Me This Way (Feat. Sarah Morris). (C) 1986 MCA Records LimitedLyrics:Don't leave me this wayI can't surv 7qKBI. Gdy dowiedziałam się, że Syriusz został Strażnikiem Tajemnicy Lily i Jamesa, przeraziłam się. Miałam ochotę spotkać się z nim, ale to nie był najlepszy pomysł. Nie mogłam od tak ładować się z buciorami w jego życie, ale… musiałam się upewnić, że wszystko z nim dobrze. Szykowałam się właśnie do Lily, dlatego miałam zamiar podpytać o wszystko przyjaciółkę. Miałam nadzieję, że pomoże mi poznać odpowiedzi. Od spotkania z Regulusem minął miesiąc, długi miesiąc. Miałam ogromny mętlik w głowie, ale to, co powiedział mężczyzna na temat tego, że muszę odnaleźć samą siebie, uderzyło na mnie jak grom z jasnego nieba i pozwoliło uświadomić, że prawdą jest to, iż od szkoły, kiedy tylko zaczęłam interesować się chłopakami, a oni mną, zawsze kogoś miałam. Zawsze, a przerwy między związkami nie trwały długo. Uzależniłam się od towarzystwa mężczyzn i po drodze zatraciłam samą siebie. Nie wiem kim tak naprawdę jestem, bo całe życie próbuje dopasować się do wzorca mojej aktualnej miłości, co powodowało, że przestałam się rozwijać. Miałam plany, miałam marzenia, ale gdzieś po drodze… poświęciłam większość część życia na to, by być z facetem. Każda moja znajomość była emocjonalna i trudna, a co jeśli wcale nie musiało tak być, bo wystarczy być po prostu sama ze sobą? To był mój cel i dziękowałam Regulusowi, że właśnie on naprowadził mnie na tą drogę. Zrozumiałam, że miłość, jaką do niego żywię, jest inna, niż reszta. Jest moim prawdziwym przyjacielem i ta wiedza uszczęśliwiała mnie, po prostu. Jeszcze wiele pracy przede mną, ale ważne są pierwsze kroki, a ja właśnie czuję, że potrafię je zrobić. Przed wizytą u Lily i Jamesa, poczułam wewnętrzną potrzebę, by odwiedzić grób Angusa i Marleny oraz ich nienarodzonego dzidziusia. Nadal, gdy myślałam o tym, co spotkało moich przyjaciół, chciało mi się wymiotować. Choć prawda jest taka, że od dłuższego czasu mam ochotę zwrócić wszystko, co tylko zjem. Przestałam nawet pić, bo po tym również czułam się jeszcze gorzej. Uważałam, że ostatnio mam tyle stresu, że to dość normalne. Deportowałam się przy wejściu na cmentarz Highgate, uważnie się rozglądając. Wiedziałam, że było to wysoce niebezpieczne, ale nie mogłam pozwolić, by przez to, grób moich przyjaciół nie posiadał chociaż jednej lampki. Potrzebowałam się wyciszyć i porozmawiać z nimi, wewnętrznie. Weszłam na cmentarz przez duży łuk i skierowałam swoje kroki w miejsce, gdzie pochowani są moi przyjaciele. Miałam nadzieję, że Lily nie będzie się zbytnio denerwować tym, że trochę się spóźnię. Doszłam na miejsce i usiadłam na małej kamiennej ławeczce, wpatrując się w napis na pomniku. Kąciki oczy piekły mnie, ale postanowiłam nie uronić żadnej łzy. Nie mogłam się poddać, bo moi przyjaciele na pewno by tego nie chcieli. Już słyszę słowa Leny, która gani mnie i każe wziąć się w garść. Zawsze potrafiła wszystkich postawić do pionu i to w niej uwielbiałam. Była niczym nasz anioł stróż i mam wrażenie, że nadal nim jest. –– Mam nadzieję, że jesteście szczęśliwi, tam… po drugiej stronie –– szepnęłam cicho i uśmiechnęłam się sama do siebie. –– Nie sądzę. Nie ruszaj się. –– Usłyszałam głos za sobą, a moja dłoń powędrowała w stronę różdżki. –– Powiedziałam, żebyś się nie ruszała –– warknęła kobieta, a ja lekko odwróciłam się i dostrzegłam, że celuje we mnie różdżką. –– Wszyscy mówili, że nikt się tutaj nie pojawi, a ja wiedziałam, że tak głupia czarownica jak ty, prędzej czy później rozwieje moje wątpliwości. –– Zacisnęłam mocniej szczęki, gdy zdałam sobie sprawę, że pod kapturem chowa się sama Bellatrix. –– Widzę, że bycie pieskiem na posyłki bardzo ci pasuje –– warknęłam do czarnowłosej, która po chwili zrzuciła z siebie kaptur i obrzuciła mnie nienawistnym spojrzeniem. –– Ciekawe, czy będziesz taka pyskata, jak… Crucio! –– Upadłam. Krzyknęłam, rażona bólem, a paznokcie wbijałam w mokrą ziemię. Próbowałam dosięgnąć swojej różdżki, jednak ból był tak silny i obezwładniający, nie mogłam zmusić ciała do ruchu. –– Syriusz Black. Podaj mi jego lokalizację –– warknęła, podchodząc do mnie i przerywając na chwilę zaklęcie. –– Pieprz się –– rzuciłam, próbując wstać. –– Zła odpowiedź. Crucio! –– Ponownie upadłam. Wygięłam się w łuk, krzycząc. –– Zabije cię, Meadowes. Masz moje słowo –– zasyczała. –– Kto, jak nie ty, może wiedzieć, gdzie on jest?! –– Postawiła nogę na moich plecach. Sapnęłam ciężko, czując ciężar kobiety. –– Jesteś żałosna myśląc, że to mnie przekona, bym ci powiedziała cokolwiek na temat Syriusza –– wychrypiałam i poczułam większy ciężar na swoim ciele. –– Nie ma czegoś takiego jak miłość, Meadowes –– powiedziała Lestrange i schyliła się w moją stronę. –– Jest tylko władza i potęga. Potęga Czarnego Pana. –– Ból chwilowo zelżał, a ja wiedziałam, że lepszej szansy nie będę miała. Dosięgnęłam swojej różdżki i wycelowałam w czarnowłosą. –– Drętwota! –– Protego! Przeturlałam się i resztkami sił wstałam, wyciągając różdżkę przed siebie. Wpatrywałam się w twarz kobiety, której szczerze nienawidziłam Oddychałam ciężko, a z lewego ramienia sączyła się krew. Chwilę później kobieta znów zaatakowała. Udało mi się odeprzeć atak, ale wiedziałam, że jestem słaba. Lestrange rzuciła zaklęciem, a ja w mgnieniu oka schowałam się za nagrobkiem. Szukałam wyjścia z tej sytuacji, a jedne o czym teraz myślałam, to ostrzeżenie Syriusza. Musiałam się stąd wydostać. –– Confringo! –– krzyknęłam i wycelowałam w ławkę, obok której stała czarnowłosa. Eksplozja nie była duża, ale na tyle efektywna, że Bellatrix upadła na ziemię. Zaczęłam biec w stronę wyjścia, nie zwracając uwagi na ból, który ciągle nie opuszczał mojego ciała. Dostrzegłam, że Lestrange biegnie za mną, słysząc jej stukot obcasów. Skręciłam w prawo w momencie, gdy zaklęcie świsnęło mi obok głowy, raniąc policzek. Zacisnęłam mocniej szczęki i skupiłam się maksymalnie, by jak najszybciej dostać się do wyjścia. Tam będę mogła się deportować. Zatrzymałam się raptownie i wycelowałam prosto w Bellatrix –– Expulso! –– Kobietę odepchnęło do tyłu. Runęła na nagrobki, łamiąc je, a w tym miejscu powstała chmara kurzu. To była moja szansa. Wybiegłam za cmentarz i resztkami sił deportowałam się w parku, tuż przy posiadłości Potterów. Upadłam na kolana, wykończona. Zaklęcie Cruciatusa dawało mi się we znaki. Przejechałam dłonią po policzku, uświadamiając sobie, że z niego również sączy się krew. Resztkami sił skierowałam się do domu Lily i Jamesa. Nie zdążyłam podejść do drzwi, gdy te otwarły się na oscież, a z nich wyleciała rudowłosa kobieta. –– Dorcas! –– krzyknęła, podbiegając do mnie. –– Na Merlina… Co się stało? Wiedziałam, że coś jest nie tak… Czekaliśmy, a ciebie wciąż nie było… –– Lily zarzuciła moją rękę na swoje ramię i pomogła mi utrzymać równowagę. –– Lil, wejdźmy do środka –– wychrypiałam, osłabiona. Weszłyśmy do mieszkania, kierując się w stronę salonu. Domyślałam się, że wyglądam nędznie, mimo to nie spodziewałam się, że w salonie Potterów będzie również Remus Lupin i On. Syriusz Black. James widząc mnie w takim stanie, podbiegł szybko, pomagając Lily. –– W porządku, dam radę –– powiedziałam i uśmiechnęłam się lekko do niego. Syriusz pokonał odległość, która nas dzieliła i stanął przede mną, wpatrując się we mnie opiekuńczym wzrokiem. Spojrzałam na niego, uświadamiając sobie, jak bardzo za nim tęsknię. Jednak nie to było teraz najważniejsze. –– Syriuszu, szukają cię… –– zaczęłam, wpadając lekko w panikę. –– Musisz się ukryć… –– syknęłam z bólu i złapałam się za obolałe ramię. –– Powinieneś zostać u Lily i Jamesa, albo… –– Dor, spokojnie –– powiedział ciepło, nie spuszczając ze mnie wzroku. –– Poradzę sobie, nie musisz się niczym przejmować –– mówił, uspokajając mnie. –– Przepraszam, nie powinnam się wtrącać… –– mruknęłam. Dlaczego miał mnie słuchać? Nie miałam prawa ingerować w jego życie. –– Nie przepraszaj –– rzekł poważnie. –– Dziękuję za troskę. Kilka minut później zasiedliśmy wszyscy w salonie, a Lily opatrzyła mi moje rany. Ciało nadal mnie bolało, ale ból powoli ustępował. Rudowłosa przygotowała nam gorące napoje, a ja odpowiedziałam w skrócie moje spotkanie z Bellatrix. –– Wyjątkowo się na ciebie uparła. –– Skrzywił się Remus, słuchając mojej historii. –– Mimo to zdajesz sobie sprawę, jakie było nieodpowiedzialne odwiedzenie tego miejsca samemu? –– Spojrzał na mnie karcąco, a ja prychnęłam. –– I kto to mówi, Remusie –– skomentowałam. Mężczyzna zmieszał się, ale nie odpowiedział. Nie zdawał sobie sprawy, że wiem o jego nocnych eskapadach na grób Leny i Angusa. Domyśliłam się tego od razu, gdy tylko zobaczyłam sasanki na pomniku naszych przyjaciół. Lupin zawsze miał słabość do tych kwiatów. –– To tam znikasz nocami –– mruknął Syriusz w stronę przyjaciela, który uśmiechnął się przepraszająco. Nagle z góry usłyszeliśmy płacz Harry’ego. Lily przeprosiła nas i pognała do synka. Zrobiło mi się niedobrze, ale tym razem na poważnie. Wstałam raptownie i popędziłam do łazienki, zamykając się. Zwymiotowałam, po czym stanęłam naprzeciwko umywalki, próbując doprowadzić się do porządku. –– Hej, wszystko w porządku? –– Usłyszałam zmartwiony głos Jamesa, stojącego obok drzwi. –– Tak… –– odpowiedziałam słabo. –– To był ciężki dzień. Dotknęłam swojego brzucha i słowo daję, że poczułam, jakby coś się w nim poruszyło. Zszokowana wpatrywałam się w swoje odbicie w lustrze, nie wierząc, że wcześniej nie doszłam do takich wniosków. Co jeśli…? O. Mój. Boże. Przysięgam, że ponownie coś się we mnie poruszyło. Dotknęłam swojego brzucha łagodnie, próbując wyczuć najmniejszą anomalię. Poczułam lekkie kopnięcie. Jestem w ciąży. * Dorcas strasznie dziwnie się zachowywała, choć byłem dumny z powodu dojrzałości nas obojga i rozmowy, jaką przeprowadziliśmy między sobą. Trzymałem się na dystans, choć w środku, miałem ochotę porwać ją w ramiona i pozwolić, by znalazła w nich ukojenie. Zrezygnowałem z tego pomysłu już wtedy, gdy tylko o nim pomyślałem. Zdawałem sobie sprawę, że nie będzie łatwo mi jej zobaczyć, ale moje uczucia względem tej kobiety nadal były tak silne, że miałam wrażenie, iż mogą strawić mnie od środka. Gdy wyszła z łazienki, była nieobecna i widziałem, że myśli o czymś zawzięcie. Wcale się nie dziwiłem, bo dziewczyna dużo dzisiaj przeszła. Bellatrix jak zwykle władowała się w nasze życie, próbując je zniszczyć. Cieszyłem się, że brązowowłosa jest tak utalentowaną czarownicą, bo dzięki temu żyje. Mimo licznych protestów ze strony wszystkich, Meadowes postanowiła wrócić do domu. Stwierdziła, że przyda jej się odpoczynek. Lily nie pozwoliła jej wracać samej, dlatego Rogacz zaoferował swoją pomoc. Pożegnała się, nadal wyobcowana i razem z Potterem zniknęli za rogiem. Wróciłem do mieszkania przyjaciół, rozkojarzony i również zacząłem intensywnie myśleć. Skoro tak zależy Śmierciożercą na mojej śmierci, musiałem rzeczywiście zastanowić się nad krokami, jakie dalej poczynić. –– Nie wyglądasz zbyt dobrze. –– Spojrzałem z ukosa na Lunatyka, unosząc brwi do góry. –– Myślałem, że rzucanie komplementami to moja działka –– skomentowałem, a przyjaciel roześmiał się. –– Widzę, jak na nią patrzysz –– odbił pałeczkę. Westchnąłem, odwracając się do mężczyzny. –– Dobrze, że chociaż wzrok masz zdrowy –– mruknąłem, wywracając oczami. –– Tak, to wilcza cecha, zapewne jedyna pozytywna. –– Wykrzywił usta w uśmiechu, a ja pokręciłem głową. Godzinę później wrócił James. Zaproponował, byśmy wraz z Remusem zostali u niego, ale oboje odmówiliśmy i wróciliśmy do mieszkania Lunatyka. Wcześnie się położyliśmy, jednak nie mogłem spać. Przewracałem się z boku na bok, wiercąc, aż w końcu podszedłem do okna i uchyliłem je na oścież. Miałem nadzieję, że świeże powietrze dobrze mi zrobi. Zamiast tego, wpatrywałem się zszokowany w mężczyznę, stojącego nieopodal. Nie miałem przy sobie różdżki, więc moje szanse były nikłe. W pewnym momencie mężczyzna wyszedł z cienia, a ja rozpoznałem mojego młodszego brata. Skrzywiłem się, widząc go. Był ostatnią osobą, którą spodziewałem się tutaj zastać. –– Jesteś poszukiwany przez wszystkich Śmierciożerców oraz Sam-Wiesz-Kogo, a twoja arogancja i olewczość nadal plusują się na wysokim miejscu –– powiedział, a ja prychnąłem w odpowiedzi. –– Jak mnie tu znalazłeś? –– zapytałem, czując wewnętrzną irytację. –– To było banalnie proste –– wywyższył się. –– Radzę ci zmienić miejsce zamieszkania. –– Nie odpowiedziałeś na moje pytanie. –– Nie widzę takiej potrzeby. Umilkł. Zazgrzytałem zębami, gdy kolejna fala irytacji przeszła przez moje ciało. Miałem zamiar kazać mu się wynosić, ale czarnowłosy jakby nigdy nic wspiął się i przeszedł przez okno, stając naprzeciwko mnie. –– Jak mogłeś ją zostawić? –– warknął w moją stronę i miałem wrażenie, że jego wzrok może rzucać piorunami. –– Nie wtrącaj się w coś, o czym nie masz bladego pojęcia –– odwarknąłem, czując, jak tracę nad sobą panowanie. –– Chyba jednak trochę mam. –– Uśmiechnął się kpiąco. –– Cały czas zwodzisz ją na prawo i lewo. Uważasz, że to jest w porządku? –– Uniosłem brwi dumny, bo dostrzegłem chwilę zawahania w oczach brata. –– Kocham ją –– odparł pewnie. –– A ty potrafisz zostawić ją w spokoju? –– Poczułem ukłucie. –– Zrobiłem to, trzy miesiące temu. –– Przyszła do mnie w tamtym miesiącu –– wtrącił. Zacisnąłem dłoń w pięść, nie wiedząc do czego prowadzi ta rozmowa. –– Oszczędzę ci szczegółów… –– powiedział znacząco. Ostatkiem sił powstrzymywałem się, by go nie uderzyć. W sumie, to dlaczego nie? –– Mam wrażenie, że wraz z twoim odejściem, utraciła część siebie –– dodał, a ja zamarłem. –– Nigdy nie będziemy razem, bracie, choć bardzo żałuję, że nie spotkałem jej w innym życiu. Dorcas po raz pierwszy od długiego czasu została sama i jestem pewny, że dobrze jej to zrobi, ale w pewnym momencie będzie potrzebowała wsparcia. Będzie potrzebowała ciebie –– tłumaczył, a ja nie miałem pojęcia, dlaczego młodszy Black mówi mi to wszystko. –– Zostało mi niewiele czasu. –– Co oznacza „niewiele”? –– doprecyzowałem. –– Góra tydzień, dwa. Misja, która została mi do wykonania, będzie moją ostatnią. –– Poważny ton głosu zmusił mnie do przemyśleń i nie wiedziałem czemu, ale poczułem nutkę… współczucia. –– Po co mi o tym mówisz? –– Spojrzałem w szare oczy brata, identyczne jak moje własne. –– Chciałem się pożegnać. –– Ponownie zamarłem. Ten mężczyzna tak bardzo mnie zaskakiwał, że zastanawiałem się, skąd on się tak naprawdę urwał. Nie był podobny do nikogo z naszej rodziny, ryzykował wszystko, będąc podwójnym agentem, a teraz jak gdyby nigdy nic, przychodzi do mnie w nocy i się żegna. Blackowie to popieprzona rodzina. Pokręciłem głową, nie odpowiadając. Chwilę później złapałem się za skronie, myśląc może, że to sen, z którego zaraz się obudzę. Nie podziałało. –– Wiem, że jest między nami wiele złości, żalu i niedopowiedzeń –– zaczął. –– Mimo to na zawsze pozostaniesz moim starszym bratem. –– Wyciągnął rękę w moją stronę. Ująłem ją po chwili nie wiedząc kiedy, znajdowaliśmy się w uścisku, a ja poczułem się, jakbym ponownie miał dziesięć lat i bawił się ze swoim młodszym braciszkiem. Byliśmy bardzo blisko, do czasu. –– Powodzenia. –– Czarnowłosy pokiwał głową, po czym wyskoczył przez okno i zniknął w lesie. Wpatrywałem się w to miejsce, nadal nie rozumiejąc, co się właściwie stało. Jeśli to prawda i Regulus miał zginąć, oznacza to, że stracimy swojego szpiega w armii Voldemorta. Miałem nadzieję, że Dumbledore jest na to wszystko przygotowany, bo tak naprawdę to w nim pokładaliśmy największą nadzieję. Ponownie nie mogłem zasnąć. Postanowiłem pojeździć po okolicy na moim starym motocyklu, by zebrać trochę myśli i miałem nadzieję, że pozwoli mi to na oczyszczenie własnej głowy. Wiedziałem, że nie zasnę tej nocy, dlatego myślałem, że dobrym rozwiązaniem będą odwiedziny mojego przyjaciela, Glizdogona. Ostatnio Peter w ogóle się do nas nie odzywał, dlatego wolałem się upewnić, czy wszystko z nim w porządku. W domu nie paliło się żadne światło. Pukałem parę razy, jednak nikt mi nie odpowiadał. Użyłem zaklęcia, by zostać się do środka i przeszedłem przez wszystkie pokoje, by na pewno sprawdzić, czy go tutaj nie ma. Pomieszczenia był puste i wyglądały, jakby od dawna były nieużywane. Lęk sparaliżował moje ciało. Nie zastanawiając się długo, pognałem do mojego motocykla i obrałem kurs do Doliny Godryka. Obawiałem się, że Peter może być w niebezpieczeństwie, a jeśli on to i moi przyjaciele, James, Lily i mój chrześniak, Harry. Od Autorki: Hej, hej, hej! Tak, to znowu ja. Zbliżamy się do końcówki. Co myślicie? Pozdrawiam ;* Don't leave me Nie przestawaj mnie kochać. Ani na sekundę. Myśl o mnie rano i wieczorem, w porze pacierza. Kosztem posiłków, choćbyś miała jeszcze bardziej wyszczupleć. Proszę bardzo, oglądaj serial "Dempsey i Makepeace na tropie", wystawy sklepów z sukienkami, ślady choroby na swoim ciele - tylko miej mnie przed oczami. Dźwigając pięćdziesięciokilogramowe worki cementu, noszę na rękach ciebie. Skacząc w rytm pieśni reggae, skaczę za tobą w ogień. Ogryzając paznokcie, gryzę je z tęsknoty za tobą. Słuchając prognozy pogody, nasłuchuję twojego głosu. Czasami brak mi powietrza i wiem wtedy, że na chwilę o mnie zapomniałaś. SPRÓBUJ BYĆ BOGIEM Mieszając trzy gatunki herbaty w blaszanym pudełku, kiedy czas zatrzymał się w miejscu nienajlepiej wybranym, błotnistym, o trupim zapaszku, w miejscu, w którym wyjąłem z ładnej czarnej koperty ostry i dość głupi list od Anny Marii, i trochę skrzywdzony, oddawszy się w opiekę tej puszce, tej herbacie, zacząłem swoim zwyczajem nie istnieć na wypadek żalu, zasnąłem w swoim wnętrzu jak kamień, zwłaszcza kamień w ziemi. Spróbuj być Bogiem, powiedziała pierwsza napotkana istota nawijając na palec gumki moich nerwów. Stań w tym samym świetle co tamten koń pasący się pod rozgrzaną kulą. Bądź jak zwierzę i gwiazda rzucone w jedno ciało. Podnieś z ziemi biały kamyk w kształcie łódki, zawsze odtąd noś go przy sobie. Zobacz, jak kobieta doznaje rozkoszy, jak rzeka znajduje wytchnienie w morzu. Pisz wiersze przeciw czołgom, wiersze oczyszczające ścieki przemysłowe. Przyjrzyj się z bliska świecącemu oku ćmy. Pozwól pociągowi. Niech cię zabierze do miasta, nie stawiaj oporu choć miasto się mierzi. Z zamkniętymi oczami wejdź do rzeki samochodów - urodzisz wyspę pełną ptasiego krzyku klaksonów. Wyjedź gdzieś niedaleko, zza szyby autobusu popatrz na ładnych chłopców i nadprzyrodzone dziewczęta wychodzące ze szkoły nr 8 im. Curie-Skłodowskiej w Krotoszynie. Zachowaj spokój, spokój. Powietrze potrzebuje czasu, by dostosować się do twojego kształtu, obudować cię jak masa perłowa, zamknąć jak w bursztynie. Noc nr 40 Chciałbym, żeby ona wróciła. Chciałbym powiedzieć jej: „Nie skrzywdziłem żadnego z narodów. Nie nawoływałem do wojny. Nie budowałem więziennych gmachów, nie ciemiężyłem słabych. Do zwierząt ni ludzi nie strzelałem, nie gardziłem Miłością. Jeśli widziałem światło, podążałem za nim. Przed ciemnością nie uciekałem. Nie rzucałem bomb i nie wypuszczałem paraliżujących gazów. Co zrobiłem, że odeszłaś? Moje małe zbrodnie nie są warte aż tyle.” Chciałbym zniewolić narody, aby wydobywały dla niej rudę, węgiel i diamenty, aby budowały dla niej świątynie i przerzucały mosty przez przepaście. Ona wróci. Moje wiersze to sprawią, sprawią to moje zaklęcia, moja tęsknota; wessie ją ta próżnia. W kolekcji znajdzie się tom Jacka Podsiadły Wychwyt Grahama. Tytuł, w którym pojawia się nazwa części mechanizmu zegara, wskazuje na to, że książka będzie traktować o czasie. Książka jest także o miłości — do Magdy, Lidki, dziecka, wreszcie do dziadka, który potrafił naprawić zegar. Wiersze pisane potoczną, szeroką frazą, opisujące prywatne doświadczenie i płynnie przechodzące od opisu do zdziwienia światem.

jacek podsiadło don t leave me