🎽 Nie Do Wiary Powrót

Stranger Things - książki. Żywe Trupy - komiksy. Bridgertonowie. więcej. Książka Nie do wiary! autorstwa Jędrzejewska Zuzanna, dostępna w Sklepie EMPIK.COM w cenie . Przeczytaj recenzję Nie do wiary!. Zamów dostawę do dowolnego salonu i zapłać przy odbiorze! Wysłany: Wto 20:04, 22 Wrz 2020 Temat postu: Nie do wiary że to z bibli Ewangelia Łukasza Rozdział 22 werset 36 Kto nie ma miecza ,niech sprzeda płaszcz I niech go kupi. Najlepiej zacząć od początku. Jestem osobą po rozwodzie. Przez wiele lat nie uczestniczyłem w życiu Kościoła w żadnych stopniu. Moje małżeństwo okazało się przysłowiową katastrofą. Oczekując na rozwód poznałem osobę z którą spotykałem się niedługi czas bo niestety tylko ponad 2 miesiące. Dzieliła nas duża różnica wieku. Pomimo tego E.… Maciej Trojanowski był prowadzącym programu „Nie do wiary”, w którym zajmowano się zjawiskami nadprzyrodzonymi oraz niewyjaśnionymi historiami z przeszłości. Produkcja emitowana była głównie na antenie TVN i miała wielu zagorzałych sympatyków. Nic więc dziwnego, że do promocji najnowszego sezonu „Stranger Things Jednak na skutek śmierci ukochanej córki Orszulki Kochanowski stworzył cykl "Trenów", w których obok ojcowskiego cierpienia i kryzysu swej filozofii przedsawił również kryzys wiary. Przejawia się on najmocniej w "Trenie X". Kochanowski przez szerego pytań retorycznych obrazuje swoją niepewność i zagubienie. Człowiek zaczął hodować bydło 6 000 lat temu, nie dziwi więc fakt, że w najstarszych książkach kucharskich pojawiają się rozliczne przepisy na wołowinę. Ba, najsłynniejsze dania świata, takie jak boeuf Strogonow, tourndes à la Rossini, polędwica à la Wellington czy też à la Chateaubriand – to wszystko są dania z wołowiny! Znajdź odpowiedź na Twoje pytanie o Ułóż zdanie z wyrazem coraz, współlokator, naprawdę, nie do wiary, w poprzek, na co dzień, na pewno, codziennie DAJE NAJ ! Reaktywacja "Nie do wiary" w telewizji TTV w 2012 r. także nie zdobyła zaufania widzów. A może po prostu nikt nie potrafił już uwierzyć w prawdziwość pokazywanych tam treści? Ostatni raz o "Nie do wiary" usłyszeliśmy przy okazji promocji serialu Netfliksa "Stranger Things" w 2019 r. Marcin Hakiel znowu zaczął być aktywny zawodowo. Można spokojnie stwierdzić, że po rozstaniu z Katarzyną Cichopek w końcu udało mu się otrząsnąć. Teraz ogłosił wielki powrót do programu, od którego rozpoczął się jego romans z show-biznesem. Jesteście ciekawi, kogo tym razem poprowadzi do zwycięstwa? 14K3. Szanowny Panie Redaktorze !Podzielam Pana niepokój , ale pytanie najważniejsze jakie może paść w tej sytuacji brzmi : skąd to sie wzięło ? etilogię choroby proszę podać .Matka wszytskich grzechów to pycha , prawda ? a jaki jest szczyt pychy ? Szatan chcial byc "jak Bóg" czy można bardziej przegiąć ? można , istoty ludzkie chcą mieć możliwości większe niż Bóg , Bóg chciał zbawić wszystkich ale wiedział że z woli grzeszników za poszeptem diabła jest to niemożliwe , mowił Pan o ogniu nieugaszonym , o człowieku dla którego lepiej by było gdyby się nie urodził itd. Z kim jak z kim ale z Panem o tym nie będę dyskutował bo jest Pan bystrym i oczytanym "polityce zbawienia " kosciół poslugiwał się metodą "kija i marchewki" z jednej strony było piekło jako kara i niebo jako nagroda , sytuacja się zmieniła kiedy kościół zaczął jednobiegunową polikę zbawienia zubożoną o pojęcie piekła , jest tylko zbawienie i nic więcej , piekło u mnie w parafii z nauczania ambonowego zniknęło , jest tylko "miłość ogarniająca wszystko " A dlaczego tak się stało ? to wina ...marketingu , nie ująłem słowa marketing w cudzysłów , kiedyś kościół posługiwał się metodą "módl się i pracuj' modlitwie i działalności werbalnej towarzyszyła działalność materialna , np. bracia cystersi , benedyktyni ,szpitalnicy itd. cywilizacja europejska powstała z tych dwóch elementów kosciól był jak Droga , jak Chrystus , wie Pan co mnie uderzyló w Życiorysie Chrystusa ? to że przez lwią czeżycia praciwał MATERIALNIE , odłączenie każdego z tych dwóch elemntów pozbawiło by chrześcijaństwo zdolności cywilizacyjno- twórczych , problem w tym iż kościół "skręcił z tórów " módl się pracuj " na tory "módl się i mów " a to tory od innego zupełnie pociągu... zupełnie inny kierunek jazdy ,co widać we wskaźnikach makro -społecznych , mocniejszych dowodów nie ma .Kościół który "sprzedaje" tylko słowa z punktu widzenia marketingu musi dotrzeć do WSZYTSKICH , takze do pogan i ateistów , nie moze to być " twarda mowa " tego nie przyjmą , to jest JAWNE NIEPOSLUSZEŃSTWO CHRYSTUSOWI , kazał "strzepnąć kurz ze swoich sandałów " co w dzisiejszej frazeologii może oznaczac trzaśnięcie drzwiami . My tego nie chcemy, nie mamy dość sily by powiedziec "poszoł won " bo uciekną ... nie będą nas słuchać , więc "wygładziliśmy" Ewangelię , polukrowaliśmy, wycinając milczeniem te najbardziej niewygodne fragmenty , a jaki jet efekt koncowy ?Poganie i ateiści na drogę naszej wiary nie wstąpili , oni maja "gdzieś " nasze zasady , mogą co najwyżej tolerowac istnienie polukrowanej Ewangeii , ba, na osłodzona Ewangelia nie jest w stanie nie tylko zjednac innowierców ale nawet utrzymać przy kościele nawet tych słabych wahających się katolików , takie są statystyki , ba, w konflikcie ze środowiskami LGBT wyszło na jaw jak bardzo język Biblii odstaje od stylu wypowiedzi kaznodziei , Ewangelia w kategoriach stylu to rewolucja a aktualny styl nauczania to ...budyń , przeslodzona słodka legumina , dobra na deser , na urozmaicenia ale nie może być to potrawa główna .Jaki handicap miał śp. kard, Wyszyński , tak miał , a jaki ? starotestamentowa ostrość podziałów . "Odtąd dotąd była Ewangelia , odtąd dotąd komuniści " tak albo nie " + lub - , żero -jeden , tego chciał Pan , jak się tak postawi prosto sprawę ...szatan nie ma szans , tak to starotestamentowe podejście , czy przypadkowe ? chyba ....Jahwe się nie pomylił ,prawda ? Gdzieśmy "to " zgubili ? ano w wielosłowiu uczonych w piśmie , to co od Pana przejąłem ...bo dobre - "nie komplikujmy tego co proste" . Wiemy, że miłości nie da się nauczyć, miłość trzeba świadczyć. Wierzę, że w tej miłości jesteśmy - mówi Radosław Pazura. Panie Radku, widzę, że ma Pan na ręku różaniec. Nie wstydzi się Pan tak chodzić? Nie mogę wstydzić się tego, co jest najważniejsze. Ten różaniec jest oznaką także tego, że identyfikuję się z wiarą katolicką, że wierzę w Jednego Boga. Wolność… Kiedyś chyba używał Pan w inny sposób swojej wolności? Nasze życie postrzegamy w dwóch etapach: życie przed i po wypadku. Wypadek był momentem zwrotnym, był sposobnością aby się przemienić. Otrzymaliśmy łaskę powrotu do wiary i nawróciliśmy się, dlatego pojmowanie wolność przed i po wypadku diametralnie się różni. Jeśli żyło się w grzeszności - nawrócenie polega na tym, że człowiek odwraca się od dotychczasowego życia. To proces, który w naszym życiu trwa nadal. W Pana przypadku proces nawrócenia rozpoczął się w dość tragicznych okolicznościach… Tak jak powiedziałem, wydarzeniem, które przyczyniło się do nawrócenia był wypadek. Tak naprawdę dzięki niemu zaczęliśmy oceniać co w życiu było niewłaściwe, co powinno nazywać się "dobrem" a co "złem". Teraz wiemy, że bez Pana Boga nie bylibyśmy w stanie nic zrobić. Tylko komunia i relacja z Nim pomaga w udźwignięciu tego wszystkiego. Taką łaskę otrzymaliśmy. Może w trochę niewytłumaczalny sposób… Pan Bóg działa w przedziwny sposób i dopuszcza w naszym życiu różne sytuacje, czasem brutalne, które można wykorzystać do tego, aby się przemienić. My otworzyliśmy się na Jego działanie. Owocami tego był sakrament małżeństwa, narodziny Klary, i wiele innych wydarzeń, które przybliżają nas do Niego. Jechaliście w trójkę, Waldek Goszcz zginął na miejscu. Wam Pan Bóg dał drugą szansę. Można przecież było to zaproszenie Pana Boga do "nowego życia" odrzucić? To, że znalazłem się wtedy w tym samochodzie to był przypadek, ale jak się okazuje - przypadków nie ma… Jest wielką tajemnicą dlaczego Waldek zginał w wypadku, a mnie i mojemu koledze była dana szansa, aby być tutaj, żyć dalej i coś z tym życiem zrobić. Zawsze do wyboru są dwie drogi - można przyjąć łaskę i nawrócić się do Pana Boga, albo odrzucić. W moim przypadku łaska Boża działa do tej pory. A czemu dokonało się to przez śmierć drugiego człowieka? To wielka tajemnica. Wierzę w to, że Waldek jest w niebie. Modliłem się za jego duszę. W którymś roku, w okresie między 1 a 8 listopada ofiarowałem odpust zupełny za jego duszę. Wierzę, że to wszystko było po coś. W moim przypadku - jego ofiara - znaczyła bardzo, bardzo dużo. Wiele światła płynie z naszej wiary, z Ewangelii, szczególnie - znaczenia krzyża Pana naszego Jezusa Chrystusa - Jego cierpienia, Jego męki, Jego zwycięstwa. Pamięta Pan moment wypadku? Podobno byłem przytomny. Pamiętam jednak dopiero moment po przebudzeniu i cały okres dochodzenia do zdrowia. Byłem w śpiączce, sztucznie przytrzymywany przy życiu. Ten czas doskonale pamięta moja żona. Wiem jak bardzo ważne jest to, że ktoś bliski jest przy drugim człowieku, choćby inni mówili, że on nic nie czuje, nic nie wie i tak naprawdę nikogo nie musi koło niego być. Miłość przejawia się także w obecności… Często nie mamy w sobie może takiej siły, czy też - idąc dalej - tak wielkiej miłości, bo do miłości się to wszystko sprowadza, aby trwać przy drugim człowieku, którego się kocha. To jest też sprawdzian miłości. Teraz wiem, mam na to dowód, jaka wielka miłość musiała być w Dorocie. Ona nie wyobrażała sobie życia beze mnie. Stan Pana zdrowia był już krytyczny, ale nagle nastąpiła zmiana… Kiedy Dorota dostała informację od pani doktor, że stan jest bardzo krytyczny i trzeba poinformować najbliższą rodzinę, bo nie wiadomo czy przeżyję, zamknęła się w pomieszczeniu, w którym przez prawie trzy godziny przeprowadziła najprawdopodobniej najprawdziwszą modlitwę swojego życia. Przypomniała sobie, że jest osobą wierzącą, wypowiedziała na głos to wszystko co było w naszym życiu - złego i dobrego. Była rozpacz, lament, bluźnierstwa, obietnice, pretensje - było wszystko. Ponazywała wiele rzeczy po imieniu. Całą rozmowę z Panem Bogiem zakończyła stwierdzeniem, że jeśli to jest taka wola, i ma mnie zabrać - przyjmie to, ale prosi Go o jedno - jeśli tak się stanie, żeby nauczył ją z tym żyć, bo jej się wydaje, że nie będzie umiała. I wtedy dopiero pojechała do domu, wzięła prysznic, poczuła wewnętrzny pokój. Rano obudził ją telefon od pani doktor, która dzień wcześniej poinformowała, że stan jest krytyczny. Telefon był z wiadomością, że jest dobrze. Pani doktor tego nie umiała wytłumaczyć, ale było dobrze. Z perspektywy czasu to wydarzenie oceniamy jako cud. Wiele osób modliło się o Pana powrót do dobrego zdrowia. Odczuwał Pan tę modlitwę? Chcę podkreślić istotę i wagę modlitwy wstawienniczej. Wiem, że wielu ludzi modliło się o moje zdrowie. Żona zamawiała msze św. To wszystko przyniosło niesamowity skutek. Stał się cud! Nie mogliśmy zaprzepaścić tej łaski. Dopiero po moim przebudzeniu, kiedy dochodziłem do siebie Dorota powiedziała mi o tym, co się wydarzyło. Zrobiło to na mnie ogromne wrażenie. Od tej chwili pięknie zaczął działać Pan Bóg, podsyłał różne osoby, książki… Dzięki osobom, które zaczęły się koło nas pojawiać - zaczęliśmy się zbliżać się jeszcze bardziej do Pana Boga. Zaczęliśmy zadawać sobie pytania: Kim jesteśmy? Kim dla nas jest Pan Bóg? W jaki sposób działał Pan Bóg? Na przykład w naszym życiu pojawiły się siostry klaryski, kapucynki. Niby przypadkowo, ale to było ewidentne działanie Pana Boga. Na fizykoterapii była siostra klauzurowa (w regule zakonu jest zapisane kiedy mogą opuszczać klasztor, np. sprawy związane ze zdrowiem). Dowiedziała się w rejestracji, że mieszkam na tej samej ulicy co ona. Podeszła, zapytała czy mogę ją podwieźć. Nie wiedziała, że jestem aktorem. I tak oto zaczęła się nasza znajomość z s. Grażyną. Czyli nie ma Pan żalu do Pana Boga, raczej wdzięczność? Wdzięczność. Wierzę w to, że Panu Bogu na nas zależało. Zaczął uzdrawiać. Miałem bardzo ciężkie obrażenia, w ciągu pół roku doszedłem do zdrowia. To jest kolosalny postęp. Miałem skomplikowane złamanie nogi, rozpatrywano też amputację. Nagle wyszedł facet, który - widzi Pani, normalnie funkcjonuje, jest w dobrej formie - jeżdżę na nartach, pływam, skaczę, biegam, gram w siatkówkę. Za uzdrowieniem duszy, o którą najbardziej chodziło Panu Bogu, szło też uzdrowienie ciała. Przysłowie głosi: W zdrowym ciele - zdrowy duch, a ja mówię: W zdrowym duchu - zdrowe ciało. Kiedy nastąpił ten przełomowy moment zwrócenia się do Pana Boga? Łaska tego wypadku polegała na tym, że zostaliśmy niejako - szczególnie Dorota, postawieni pod murem. Doszło do spiętrzenia wydarzeń i takiego momentu życia każdego z nas, że zwłaszcza Dorota nie miała wyjścia i musiała się zwrócić do Wyższej Instancji. Nagle sobie przypomniała, że jest Ktoś taki jak Bóg. Wierzyła przecież w Kogoś takiego, kto jest ponad wszystkim. Znalazła się w takiej sytuacji, która ją - jako człowieka - przerosła. Nam się ciągle wydaje, że nad wszystkim panujemy, wszystko kontrolujemy, że jesteśmy władcami życia, kierujemy nim. Nic bardziej złudnego. Dorota w tym czasie przeszła jakby szybki kurs prawdy o nas. Znalazła się w sytuacji, kiedy zobaczyła, że naprawdę nic nie jest od nas zależne. Jedynym kierunkiem, w który mogła się zwrócić był Pan Bóg. Jak Pan rozumie miłość? Miłość jest tak wielkim pojęciem, nieograniczonym, że nie sposób go wytłumaczyć. Tak jak nie możemy do końca zrozumieć i wytłumaczyć Pana Boga, który jest Miłością. Miłość jest jakby światłem w nas, które może promieniować, ale trzeba wejść w relację z Panem Bogiem. Bez tego otwarcia na Niego nigdy nie będziemy w stanie choć minimalnie pojąć czym jest miłość naprawdę. Niekiedy błędnie myli się miłość z uczuciem… Uczucie w pewnym momencie się kończy, a prawdziwa miłość nigdy się nie skończy. Uczucie jest częścią miłości, które pojawia się na początku. Nie raz pomaga nam rozeznać czy to jest "ta" osoba. Tak było w naszym przypadku - w pewnym momencie uczucie zaczęło się wypalać, zaczęliśmy się błąkać, zwyciężał egoizm. Każde z nas było niezależne, ale z drugiej strony coś nas do siebie pchało. Brakowało nam odniesienia do Pana Boga. Żyliśmy w iluzji miłości. Przeczytałam kiedyś, że Pan Bóg dopuszcza do nas tylko tyle ile możemy udźwignąć… Pan Bóg dopuszcza do nas różne sytuacje. Pokazuje, że bez Niego zginiemy. I choćby śmierć później przyszła - wierze, ze nie zginę. To wspaniale i pełne tajemnicy w naszej wierze aby nasze życie rozpatrywać w kontekście życia wiecznego. Pan Jezus jest żywy, tylko nie możemy tego pojąć, objąć, bo ciągle jesteśmy w doczesności, w zewnętrzności. Wszystkiego chcemy się dowiedzieć, zrozumieć, dotknąć. Pan Bóg nas zachęca, żeby totalnie wejść w głębię Miłości. Żeby zaufać i zawierzyć - wydaje mi się, że to sens naszej wiary. Święty Jan Paweł II w swoim pontyfikacie zaufał Jezusowi, i zaufał Maryi. Wydaje mi się, że to zaufanie jest najtrudniejsze w naszej wierze. Może właśnie w codziennym pośpiechu zapominamy, że należy troszczyć się także o ducha? Wiele pracy poświęcamy naszej zewnętrzności - żeby osiągnąć sukces, być dobrym tatą, mamą. To jest bardzo dobre, ważne, ale nie najważniejsze. Często zapominamy o naszym duchu. Trzeba wejść w głęboką więź z Panem Jezusem, aby zrozumieć o co w tym wszystkim chodzi. Zgłębianie Słowa Bożego, angażowanie się w życie Kościoła, korzystanie z sakramentów - moim zdaniem w to trzeba angażować się z takim samym natężeniem jak w naszych codziennych obowiązkach. Życie duchowe powinno napędzać codzienne nasze życie. Wtedy wszystko miałoby właściwy wymiar. Wiem, że jest to trudne. Zaufanie Panu Bogu, zdanie się na Jego wolę - łatwo powiedzieć, ale o wiele trudniej rzeczywiście tak żyć… Pan Bóg po to przyszedł na świat, abyśmy próbowali Go naśladować i nie zatracili życia wiecznego. Nie znaczy to, że przypadkiem nie wpadniemy w jakieś pułapki. Nawet jeśli tak się stanie - ale będziemy z Nim - On nas przez to przeprowadzi. On nas uzdrowi, uleczy, nie da nam zatracić życia wiecznego. Od razu chętnie Pan to wszystko przyjmował? Nie chciałem przyjąć tych darów, zamykałem się. Siła Kościoła przejawia się w tym, że jeśli przyjęliśmy chrzest, inne sakramenty, to nawet jeśli wcześniej byliśmy na bakier - każde, nawet minimalne otwarcie się na Niego daje potężne łaski. Zawsze możemy powrócić. Chrzest jest zaszczepieniem w nas życia wiecznego. W razie problemów wynikających z kruchości i słabości naszego jestestwa otrzymaliśmy na początku trzeciego tysiąclecia niezwykłą pomoc w postaci kult Bożego Miłosierdzia. Jest to dla nas podpowiedź, że nawet jak jesteśmy w bagnie, to Pan Jezus nas wyciągnie. Któregoś wieczoru kiedy dzwoniłam, telefon odebrała Pana żona. Powiedziała: "Mąż siedzi z dzieckiem nad matematyką". Czym dla Pana jest ojcostwo? Przyjście Klary było dla nas cudem. O dziecko staraliśmy się kilka lat… Wiedzieliśmy, że naturalną konsekwencją sakramentu małżeństwa, którym On nas złączył - jest pragnienie potomstwa. Mieliśmy bardzo dużo przeszkód, również duchowych… Dużo było naszej grzeszności jeszcze sprzed czasu nawrócenia, ale zły duch zawsze przegrywa z Panem Jezusem, z Duchem Świętym i z Kościołem. Zadania, które stoją przed nami to przekazać Klarci na ile można co to jest miłość. Wiemy, że miłości nie da się nauczyć, miłość trzeba świadczyć. Wierzę, że w tej miłości jesteśmy. Zapewnia nam to sakrament małżeństwa i relacja z Panem Jezusem. Agnieszka Kaczorowska, która kilka tygodni temu urodziła drugą córkę, opublikowała na Instagramie długi wpis dotyczący zmian w jej życiu. Aktorka i tancerka wspomniała w nim swój powrót do domu po porodzie, a także zachowanie starszej pociechy względem nowych okoliczności. Gest małej Emilki rozczula! Agnieszka Kaczorowska – mąż, dzieci Agnieszka Kaczorowska-Pela to aktorka, która skradła serca widzów telenoweli: „Klan”. Jako serialowa Bożena pojawia się na szklanym ekranie niemal od samego początku trwania produkcji, czyli już od ponad dwudziestu lat! Pani Agnieszka przygodę z telewizją umiejętnie łączyła także z realizowaniem swojej pasji, jaką jest taniec – pojawiła się nawet w kilku edycjach programu: „Dancing With the Stars. Taniec z Gwiazdami”, gdzie występowała w roli trenerki. Prywatnie Agnieszka Kaczorowska jest w szczęśliwym związku z tancerzem: Maciejem Pelą, z którym wychowuje dwójkę dzieci: w 2019 roku aktorka urodziła pierwszą córkę – Emilię, a niedawno do ich rodziny dołączyła także kolejna dziewczynka – Gabrysia. Z miłości i w imię miłości! Trzymam w rękach kolejny CUD ŻYCIA! To było coś niesamowitego i błyskawicznego! Za mną kompletnie inny poród niż 2 lata temu… taki wymarzony, upragniony. Taki poród, po którym czuję się heroską! – pisała końcem lipca szczęśliwa aktorka. Agnieszka Kaczorowska urodziła! Aktorka znana między innymi z serialu "Klan" powitała na świecie drugą córkę! Szczęśliwa mama opublikowała na swoim instagramowym profilu zdjęcia ze szpitala: "Trzymam w rękach kolejny cud życia". Agnieszka Kaczorowska przeżywa wyjątkowe, rodzinne chwile, niezmiennie pozostając w kontakcie z internautami śledzącymi jej poczynania w sieci. Niedawno na Instagramie mama dwóch córeczek opowiedziała, jak Emilka zareagowała na obecność w domu młodszej siostry. Okazało się, że początki nie były łatwe. Emilkę przygotowywaliśmy praktycznie cały okres ciąży. Nie byłam jednak pewna, jak to będzie rzeczywiście, jak Gabi do nas dołączy… tego obawiałam się chyba najbardziej. Po przyjeździe ze szpitala pojawiło się przede wszystkim szczęście, że widzi mamę… Po 3 dniach osobno zrodziła się tak ogromna tęsknota, że nie mogłyśmy się od siebie odkleić. I to było bardzo wzruszające. Emisia od razu dotknęła mój brzuch i powiedziała „tam nie ma Gabi”, ale przez ponad godzinę nie chciała podejść do Maluszka. Ok - nic na siłę (…) – relacjonowała tancerka. Agnieszka Kaczorowska na Instagramie W swoich dalszych słowach Agnieszka Kaczorowska przyznała, iż po pewnym czasie sytuacja między siostrami uległa zdecydowanej poprawie: I nagle coś zaskoczyło. Podeszła, dotknęła stópek, rączek, uśmiechnęła się szczerze i zaczęła skakać ze szczęścia. Poczuła, że wreszcie jesteśmy wszyscy razem w domu. Z każdym kolejnym dniem układała sobie wszystko w głowie, mając naszą pełną uwagę. Cały czas staramy się poświęcać Emi o wiele więcej czasu, dużo rozmawiamy, obserwujemy, słuchamy… I każdego dnia jesteśmy mega dumni, jaką mądrość ma w sobie ta mała istota. Aktorka zdradziła również, iż zyskała nawet uroczą pomoc w opiece nad młodszą pociechą! Jest niesamowicie zafascynowana Gabinią (jak z resztą sama najczęściej na nią mówi). Przytula, całuje, głaszcze… teraz to nawet pomaga zmieniać pieluchę (…). Z początku wyzwaniem był dla niej głośny płacz Gabi, była przestraszona. Teraz już się przyzwyczaiła. Z każdym dniem odważa się na coraz więcej… ale najbardziej rozczula mnie gdy podchodzi do łóżeczka kiedy ja teoretycznie nie patrzę i zaczyna rozmawiać ze swoją młodszą siostrą (…). Zarówno wpis Agnieszki Kaczorowskiej na temat „siły sióstr”, jak i ilustracja w postaci rodzinnej fotografii, trafiły prosto w serca internautów, którzy zapełnili sekcję komentarzy: Najbardziej wzrusza Twój spojrzenie pełne miłości, jest moc, Bardzo pięknie p. Agnieszko mówi pani o swoich pociechach! One tak szybko urosną, że trzeba łapać każdą chwilę! (…), Wzruszyłam się bardzo, aż łezka w oku się pojawiła, takie momenty rozczulają mocno, mała istotka kochana (…), Cudowne zdjęcie i piękne chwile. Agnieszka Kaczorowska należy do grona szczęśliwych gwiazd, które w ostatnim czasie zostały mamami! Narodziny pociech świętowały niedawno również Agnieszka Włodarczyk, Aleksandra Szwed, Klaudia Halejcio i Zofia Zborowska. Klaudia Halejcio od nieco ponad dwóch miesięcy sprawdza się w nowej roli - mamy! Aktorka początkiem czerwca urodziła córkę, która otrzymała imię Nel. Teraz piękna gwiazda pokazała...

nie do wiary powrót